Za nami obchodzony od wielu lat Dzień Bez Futra. Ostatni — bo Prezydent podpisał właśnie ustawę, która w ciągu najbliższych 8 lat całkowicie wygasi branżę futrzarską. Po latach walki obrońców zwierząt i społeczności wiejskich, dziesiątkach śledztw i interwencji, niezliczonych apelach mieszkańców na protestach i sejmowych komisjach, futra wreszcie przechodzą do historii.

Dzień bez futra zorganizowany wspólnie z mieszkańcami i lokalnymi stowarzyszeniami miał w tym roku inną formułę. Zamiast tradycyjnej pikiety czy happeningu zdecydowaliśmy się na piknik. Jeszcze niedawno taki pomysł wydałby się mieszkańcom Kawęczyna i okolicznych miejscowości absurdalny. Nie pozwoliłyby na to plagi much i odór z pobliskich ferm. Jednak postępująca od lat zapaść branży futrzarskiej doprowadziła właściciela fermy do redukcji obsady. W szczytowym okresie na fermach w Kawęczynie było nawet 430 tysięcy zwierząt. Dziś jest tam tylko stado podstawowe, które do niedawna wielkopolskiemu „królowi norek” służyło do rozrodu.
Kryzys branży, o którym mówiło się od lat, w Kawęczynie widać więc jak na dłoni. Ale to nie jedyny argument stojący za zakazem. Trwające od lat protesty mieszkańców wsi sąsiadujących z fermami futrzarskimi, ich apele do posłów, senatorów, a wreszcie do Prezydenta, zostały w końcu wysłuchane. To koniec koszmaru zwierząt i ludzi, koniec batalii o prawo do życia w czystym środowisku, bez odorów, much i szczurów, bez uciekających z ferm zwierząt, które grasowały po okolicznych gospodarstwach i przydomowych ogródkach.

Tegoroczny Dzień Dez Futra był dla mieszkańców okazją do spotkania się z sąsiadami i mieszkańcami okolicznych wsi, z którymi od lat łączył ich wspólny problem. Dziś odradza się tam wspólnota. O tym i o trudnych doświadczeniach minionych lat mówili podczas pikniku w Kawęczynie nie tylko mieszkańcy, liderki i liderzy protestów, ale również samorządowcy i przedstawiciele społeczności z innych gmin, którzy przyjechali wspólnie zaapelować do Prezydenta o podpisanie tej ważnej ustawy.
Głosy mieszkańców: osobiste historie i wspólne świadectwo
Romana Bomba (Cieszyn‑Dobrzec) — jedna z najbardziej rozpoznawalnych mieszkanek, która przez lata nie tylko aktywnie uczestniczyła w protestach w swojej wsi, ale także wspierała inne społeczności w całej Polsce. Jej głos zawsze łączył dwie sprawy: prawa ludzi i prawa zwierząt.

„My, mieszkańcy i wszyscy, którzy tu dziś jesteśmy, nie zgadzamy się z tym, żeby jeden człowiek zarabiał pieniądze na obdzieraniu zwierząt z futer, a my musieli na to patrzeć. Najwyższy czas, żeby to skończyć, żeby odesłać futro do historii. Nikomu to futro dzisiaj do szczęścia nie jest potrzebne.”
Jej słowa wzbudziły ciepłe aplauzy — to one wzmocniły przekonanie, że to była wspólna walka o godność ludzkiego życia i szacunek dla zwierząt.
Głos zabrał również Michał Baron (Sroczyn), który jest przedsiębiorcą, a pobliska ferma futrzarska przez lata niszczyła jego działalność.
„Ferma norek w Sroczynie niszczyła moją firmę, niszczyła moje dochody, moje zarobki. Smród i muchy odganiały klientów. Panie Prezydencie, wolność gospodarcza jest ważna dla Polski, dla Polaków, ale gdy niszczy mir domowy, niszczy społeczności wiejskie, to już nie jest wolność gospodarcza. Pierwsi byli tu mieszkańcy, ludzie, a dopiero później powstawały fermy. Dlatego, Panie Prezydencie — czas na zakaz.”
Obecni podkreślali, że dla społeczności wiejskich, procedowana ustawa to szansa na odbudowanie normalnego życia i godnego zarobku, z dala od fetoru i uciążliwości.

Podczas listopadowego Dnia Bez Futra głos zabrał też rolnik, Radosław Sawicki (Sroczyn).
„My mieliśmy u siebie prawie 20 lat taką fermę. Jeżeli ktoś mi powie, że taka działalność jest działalnością rolniczą, no to się z tym naprawdę nie zgodzę, bo sam jestem rolnikiem i wiem jak to wygląda. Cierpienie dla zwierząt, dla mieszkańców — to jest naprawdę gehenna. Panie Prezydencie, od polskiej wsi wszystko się zaczęło i ludzie chcą tu godnie żyć, spokojnie pracować i odpoczywać. Dlatego apeluję, żeby zakończyć to barbarzyństwo.”
Jego stanowisko, podobnie jak wiele innych głosów podczas pikniku, zobrazowało dramat i determinację ludzi, którzy przez lata zmagali się z sąsiedztwem ferm futrzarskich.
O kosztach ponoszonych przez mieszkańców wsi opowiedziała również Małgorzata Nowak (mieszkanka Kawęczyna).
„W te protesty latami zaangażowane są społeczności w całej Polsce. To są tysiące ludzi, którzy spędzają ogromną ilość czasu na jeżdżeniu do urzędów, na spotykaniu się z parlamentarzystami, do Sejmu, do Senatu, tworzeniu pism po nocach, czytaniu tych nieszczęsnych raportów środowiskowych, które nas czasami dobijają. Odwalamy pracę za urzędy, które powinny to robić, urzędy kontrolujące, urzędy wydające decyzje. Dlatego chciałam podziękować wam wszystkim za ten czas, który moglibyście przecież poświęcić swoim rodzinom, swojej pracy, swoim firmom.”
To podziękowanie było wyrazem solidarności wielu społeczności wiejskich, które przez lata były ignorowane, ale nie przestawały walczyć o lepsze jutro.
Choć zakaz wejdzie w życie dopiero za osiem lat — zgodnie z okresem przejściowym — wielu hodowców, oczekując najwyższych odszkodowań w pierwszym roku, nie będzie zwlekać z zamknięciem działalności. Kryzys toczący branżę od lat, plus moralna zmiana społeczna — to wystarczające powody, by liczyć na szybkie wygaszenie ferm. W najbliższych miesiącach z mapy polskiej wsi zaczną znikać kolejne fermy futerkowe — i znikną na zawsze.

Jesteśmy wdzięczni Panu Prezydentowi za odwagę i słuchanie głosu społeczności lokalnych. Dzięki tej decyzji zamykamy niechlubny rozdział — pełen cierpienia zwierząt, codziennej męczarni mieszkańców wsi i degradacji środowiska. To moment symbolicznego, ale i realnego zwycięstwa dobra nad złem — rozsądek i empatia nareszcie wygrały z bezwzględnym, głuchym na interes społeczny biznesem.
Z całego serca, w imieniu naszej koalicji dziękujemy wszystkim tym, którzy przez lata trwali przy tej sprawie. Mieszkańcom wsi, aktywistom, osobom, które poświęcały swój czas, mimo wielu nieudanych prób, pomimo zmęczenia i sceptycyzmu. To wasza wytrwałość doprowadziła dziś do zwycięstwa.
